Bajka o kotku Kogutku i nieszczęśliwym ptaszku




Jak zwykle po sztormie chmury ustąpiły słońcu i kotek, zwany Kogutkiem mógł w spokoju wygrzewać się na tarasie.

- Zwykły jesienny dzień - pomyślał kotek, przeciągając się leniwie. - Dziś nie będę robił nic. Nie będę ganiał tańczących liści, nie będę zwiedzał nowych zakamarków i ani jeden szczebiot na drzewie nie zmusi mnie do wysiłku. Dziś nie poluję i nie zdobywam. 

Oblizał się jeszcze raz na myśl o pysznym jedzeniu, które wylądowało w jego misce. Jego spokojną drzemkę, co jakiś czas przerywało niedalekie, ciche, ptasie płakanie. Kotek starał się nie słuchać smutnego śpiewu, ale jego ciekawska natura nie pozwalała mu leżeć w miejscu. Chciał się dowiedzieć, kto tak rozpacza i jaki jest tego powód. Znał przecież większość ptaków w okolicy i nawet jeśli nie byli przyjaciółmi, dzielili przecież jedno podwórko i okoliczne drzewa.
Kogutek zmusił się do wstania, jeszcze raz przeciągnął się dokładnie i strzepnął futro z kurzu. Po sztormie taras pokryty był nie tylko liśćmi ale też piaskiem i kurzem.
Idąc w stronę małego lasu, Kogutek spotkał Rudego. Rudy to kot sąsiadów, często wskakuje na nasz dach i miauczy a ludzie ubolewają "jaki biedny kotek boi się zejść" i szepczą coś o drabinach. A Rudy tak naprawdę chwali się wszystkim, że znowu udało mu się wskoczyć tak wysoko. 

- Słyszałeś, co się stało w nocy? - zapytał mnie Rudy. 

Gdzie ja miałem coś słyszeć, był sztorm i całą noc spędziłem na fotelu przy kominku. W domu jest ciepło i bezpiecznie, jedzenie samo pojawia się w misce, a ja o nic nie muszę się martwić, podobno tylko w Egipcie mają lepiej.

- Nic nie wiem. - Powiedziałem, ale to coś, pewnie przydarzyło się ptakom, które nie dały mi spokojnie odpoczywać w słońcu. Udając niezainteresowanego rzuciłem w stronę Rudego: - Co za tragedia się stała? Gałąź się złamała? Miska u sąsiadów zniknęła z tarasu? Cóż to za problemy i komu się przytrafiły?

- Pójdziesz do lasu to się dowiesz - mrukną Rudy oburzony moją ignorancją. 

Co kogo obchodzą losy innych, jeśli mi jest dobrze, świat jest cudowny - pomyślałem i ruszyłem w kierunku lasu, żeby zaspokoić swoją ciekawość.

Na złamanej gałęzi siedział mały, kolorowy ptaszek. Widywałem już go wcześniej z dwójką niesfornych małolatów. Wyglądał, jakby trochę tu nie pasował, ale świetnie sobie radził z tym, że nie wszystkie ptaki mówiły w tym samym języku. Czasami drażniłem się z tymi urwisami udając, że próbuję je złapać i zjeść. Wdrapałem się więc na drzewo i usiadłem obok ptaka. Chyba trochę go przestraszyłem, bo my koty i ptaki nie jesteśmy przecież przyjaciółmi.

- Co jest? - zapytałem. - Nie dajesz mi leżeć przez to swoje zawodzenie.

Ptak spojrzał na mnie niechętnie i powiedział: 
- Co cię obchodzi moje zawodzenie? Siedzisz sobie w ciepłym domu i nie martwisz się o nic. Kiedy ty leżałeś na fotelu, my walczyliśmy z wiatrem. Teraz nie mamy już gdzie mieszkać. Wichura zerwała w nocy nasze gniazda, gałęzie się złamały, od dziś ja i moje dzieci nie mamy gdzie się schronić przed deszczem i wiatrem. Cała nasza rodzina musi zaczynać wszystko od nowa a zima przyjdzie przecież lada dzień. Do tej pory czuliśmy się tu całkiem dobrze, chociaż wiatr wiał nam w pióra nie raz.
Kotek Kogutek nie był kotem, któremu było wszystko obojętne. Czasami zdarzało mu się współczuć innym chociaż bardzo starał się nie wychylać nosa poza swój teren.

- Słuchaj ptaku - powiedziałem, starając się nie dokuczać bardziej niż zwykle - Może zamiast siedzieć tu i biadolić, powinniście wziąć się w garść i zacząć zbierać patyki na nowe gniazdo?

- Tu nie jest bezpiecznie. - Odpowiedział ptak. - Już drugi raz tracimy wszystko, nasi przyjaciele odlecieli, a ci co zostali zajmują się tylko sobą.

Miałem wrażenie, że zauważyłem malutką łzę, spływającą po szarych piórach. 

- Może w takim razie wy też powinniście zaryzykować i odlecieć? Może odrobinę dalej, w większym lesie znajdziecie spokojniejsze drzewa z grubszymi gałęziami? Czasami nowe miejsce jest straszne tylko do momentu, kiedy się tam nie znajdziesz. Pomyśl tylko, nie masz tu domu, ani gałęzi żeby na niej uwić nowe gniazdo i nie masz przyjaciół. Tylko czy masz odwagę wyruszyć i spróbować zamieszkać w innym lesie? Każdy ma to, na co się odważy i zobaczy tyle, ile dzięki odwadze okiem zdoła ogarnąć. Możesz tu zostać i biadolić, albo polecieć gdzieś, gdzie będziecie szczęśliwi i bezpieczni.

- Kto wie, co jest w innym miejscu? A jeśli poza lasem wieje jeszcze mocniej, drzewa są niskie i ciasne, a śnieg pada cały rok? Co jeśli nie znajdziemy tam przyjaciół, a koty będą polować na nas w dzień i w nocy? Tylko szaleńcy pragną dowiedzieć się co jest po drugiej stronie góry. - Odparł ptaszek strzepując piórka.

Ptasia rodzina chyba nie należała do najodważniejszych, a może po prostu się bali. Mieszkali tu już całkiem długo, ale teraz las był zniszczony i mogliby wyruszyć gdzie chcą, gdyby tylko mieli odwagę. Zwiedzać nowe miejsca, latać między górami i nad wodą, zobaczyć gdzie kończy się horyzont, poznać nowe ptaki, może tak samo kolorowe jak oni. Chyba trochę bym im nawet zazdrościł tego, że mogą polecieć gdzie chcą. 



Następnego dnia ptasiej rodziny już nie było. Jesienne słońce dalej świeciło, a z lasu dochodziły plotki. Jedni mówili, że polecieli do swoich, inni wymyślali, że uciekali przed kotami, jeszcze inni powtarzali historie o biedzie i problemach. A oni zaryzykowali i wyjechali szukać nowego domu. Podobno szczęśliwsi nigdy nie byli. Zamieszkali na stabilnej gałęzi z szerokim widokiem na ocean, na gałęzi osłoniętej górami, gdzie ani wiatr ani deszcz im nie zagrażał. Mogli zostać tu w zniszczonym lesie, ale dzięki swojej odwadze i znaleźli lepsze miejsce.
Wróciłem na miękkie, wygrzane przez słońce krzesło stojące na tarasie. Teraz to dopiero będzie nudno bez tych malolatów - pomyślałem, zwinąłem się z kłębek i zasnąłem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Trudne decyzje, jak się z nimi uporać

Wielozmysłowość, mój numer jeden wśród metod nauczania

Święto wszystkich czarownic - od słowa do słowa a zacznie się rozmowa hejtowa.