Posty

Samolotowa twórczość radosna

Wspomnienie z samolotu na Majorkę... Z braku internetu na pokładzie, nieaktualnej wersji blogera w telefonie i zbyt dużej ilości dzieci ciągle zwracających się do mnie o coś po coś, dopiero teraz publikuję to, co przyszło mi napisać tydzień temu. 

"Mam spędzić jeszcze 3,5 godziny w samolocie. Jest godzina 20:02, a ja ani zasnąć nie mogę ani też zająć się czymś produktywnym. Za chwilę stewardessa zaserwuje nam kolację - luksus, nie ma szans żeby mnie to ominęło. (edit: kolacja czyli bułka z wędliną, serem, jajkiem, kawałek ciasta i pokrojony melon. Luksus to wyraz mocno na wyrost. Jednak mogło mnie to ominąć). 
Niby powinnam się relaksować, cieszyć chwilą, bo już za 3,5 godziny wylądujemy w raju. Nocą ale na pewno w raju. A jednak nie. Siedzi mi coś za kołnierzem, coś co nie pozwala spokojnie wypuścić powietrza. Tylko co to jest? Jak zacznę szukać, zgłębiać problem, stawiać tezy i przed samą sobą argumentować... Whooooo hold your horses! Wakacje. Plaża. Słońce. Idźmy tą drogą.
Korci …

Aktualizejszyn niniejszyn

Obraz
Rok minął od mojego ostatniego postu. Zatrważająco długo. Wiele się zmieniło, w zasadzie WSZYSTKO! Już czuję, że palce zdrętwiały od niepisania.
Zmieniając szatę, lub inaczej, updaterując desing bloga, wpadł mi w oko post pochwalny naszego kota Jokusi. Teraz muszę stwierdzić, że Jokusia okazała się niezwykłą Jokulą, której raz jedyny udało się marcowanie, zostawia mnóstwo sierści na fotelu, ślady na sofie i brudną ścianę przy oknie w kuchni, przez które wskakuje w porze karmienia. Jak żyć z kociakami pod jednym dachem, innym razem :)
Nie pochwaliłam się piesełem, który dołączył do nas w kwietniu już ubiegłego roku. Teraz jesteśmy jej prawdziwą sforą. Pieseł - Luna (o niej też innym razem) to fenomen pod każdym względem!
A teraz najważniejsza aktualizacja, powód mojej nieobecności i zarastania bloga chaszczami. Proszę Państwa oto bobas! Tak, teraz możemy już się nazywać wielodzietną (według polskiej nomenklatury) rodziną. Jeden więcej do układania i użerania się.
Przedstawiam Państwu …

Pierwsze spotkanie sześciolatka ze norweską szkołą.

Obraz
Maj, choć wydawałoby się pachnie zadumą, powolnym rozkręcaniem się życia, u nas pędzi na oślep. Nie zorientowałam się nawet, że już zaraz czerwiec!
Pracuję w norweskiej szkole a tu jest to ostatni miesiąc konkretnej nauki, a zarazem wyczekiwany miesiąc świąt wszelkiego kalibru. My na dodatek mamy przyszłego pierwszoklasistę, który wypełnia kalendarz dodatkowymi atrakcjami.

Jedną z nich są zapisy szkolne.

Samuel w sierpniu kończy sześć lat i zacznie, zgodnie z norweskim systemem edukacji, swoją przygodę ze szkołą. 
Nasz pierwszy dzień szkoły to 15 sierpnia!!! (Moja pierwsza reakcja: JAK WCZEŚNIE!) 
Ale spotkania ze szkołą i świetlicą, tzw. zaprzyjaźnianie, zaczyna się już w kwietniu, zaraz po Wielkanocy.
Z grupą przedszkolną raz w miesiącu odwiedzają szkołę, żeby ją dobrze poznać zanim się w niej pojawią. Samuel dodatkowo twierdzi, że dzieci które mają problemy w nowym otoczeniu muszą zaprzyjaźnić się z nauczycielkami, żeby później było im raźniej i się nie bały. Szesnastoosobowa grupa Samue…

Z norweskimi fiordami za pan brat

Obraz
Tysiące kilometrów ścieżek, hektolitry wody w fiordach, setki gór do zdobycia, godziny podziwiania i niezliczona ilość westchnień nad pięknem świata. To wszystko czeka tych, którzy trafią do jednego z najpiękniejszych i najlepiej naturalnie zachowanych krajów północnej Europy – Norwegii.
Cała Skandynawia zachwyca dzikością przyrody. Gdy spacerujesz po dzikim lesie albo wspinasz na szczyt pięknej góry, możesz niemal czuć obecność tutejszych przodków, masz wrażenie, że ten krajobraz nie zmienił się od tysięcy lat.
Zdobywanie Norwegii nie jest trudne. Każdy znajdzie odpowiednie dla swojego poziomu wytrenowania trasy. Od wspaniale, turystycznie przygotowanych szlaków, z zapleczem sanitarnym, parkingami, oznaczeniami długości tras, po dzikie przemierzanie nieznanego terenu, zarówno zimą jak i latem.
Wybierając się w norweskie góry trzeba jednak zachować ogromną ostrożność i być przygotowanym na różne nieoczekiwane zdarzenia. Dotyczy to oczywiście nie tylko pogody, w każdym miejscu można spotk…

Czwartkowe zmagania i już prawie weekend!

Obraz
Czwartek to mój ulubiony dzień pod względem nieprzewidywalności zachowań młodzieży i wyzwań jakie stoją przed moją znajomością norweskiego.
Jednego dnia zaliczam pracę w dwóch gimnazjach, w dwóch miejscowościach z piątką wspaniałych nastolatków.

Dziś w jednym z nich zgłębialiśmy norweskie miasta i województwa w ramach przygotowania przed testem. Opanowanie podniecenia przy kolejnym wypełnianiu internetowego quizu przerosło mnie kompletnie :) 19 województw i ponad 50 miast do odnalezienia - wynik 156 nietrafionych kliknięć za pierwszym razem. Po kilkunastu próbach i wypisaniu wszystkich miast na kartce u mnie 17 nietrafień :D u dzieciaków trochę gorzej. Obalam mit, że w późniejszym wieku trudniej przyswaja się wiedzę.




Przyzwyczaiłam już ich, że Pani zawsze wie lepiej i na pewno ma rację :D :D :D  Chyba nawet zaczęli w to wierzyć...
W międzyczasie zrobiłyśmy projekt plakatu o cukrzycy i zdrowym przy tej chorobie odżywianiu. Ile nowych wyrazów dziś poznałam...

A wszystko zaczęło się od poranne…

Polacy kontra...

Dobry wieczór,

zawsze byłam słaba w regularnym pisaniu pamiętników. Nawet jeśli w dzieciństwie podjęłam próbę pisania, kończyło się to już po kilku dniach. Wolę robić niż siedzieć i opisywać, taki typ.

Dziś jednak spotkałam się ze sporą dawką rozmów polsko-norweskich o Polakach, tolerancji, przyjaźni między Polakami a Norwegami (o ile taka może zaistnieć), naszym miejscu w szeregu i tym podobnych. Szala się przelała po wpisie na fejsbukowej norweskiej grupie.

Od początku.

Pracuję w norweskiej szkole pomagając polskim dzieciom w przyswojeniu szkolnego materiału i języka. Problemy jakie mają dzieci to złożone zagadnienie i o tym innym razem. Najciekawsze są spotkania z gimnazjalistami i ich głównym problemie: czego rodzice nigdy nie powinni robić gdy odwiedzą ich norwescy znajomi...

W szkole spotykam też wielu różnych nauczycieli i asystentów. Jedni są bardziej "ogarnięci" inni mniej. Nauczyciele (wnioskuję, że to dzięki wykształceniu) mają bardzo miłe podejście do zagraniczne…

Norweżka w polskim domu

Obraz
Muszę się pochwalić...



Mamy koteła!
Przyjechała do nas z dalekiej północnej Norwegii więc jej status można określić jako przesiedleniec. Śliczna, śmieszna mrrr cudowna :)
Ciekawe czy dwunastotygodniowy kotek łapie języki równie szybko jak się rozwija. Problem widzenia kolorów, wiadomo nieroztrzygalny, ale czy rozróżnia języki? Ktoś się w ogóle nad tym kiedyś zastanawiał? W jej domu królował norweski, a teraz w ekspresowym tempie musi nauczyć się podstaw polskiego.  Boi się nas trochę, obcych dźwięków pełno wokół, chłopaki nie dają za wygraną szaleją ze szczęścia, biegają z zabawkami a ona nawet jak śpi to musi się bawić, bo nie wytrzymuje. Cudeńko.
A ja się martwię, że odseparowana od mamy, w nowym domu, z nowymi opiekunami i jeszcze dziwnie mówią (o ile zauważyła zmianę). Powtarzam sobie: to tylko kot, to tylko kot, ale za to jaki fajny :)

Chyba narodowość nie ma znaczenia :) Wszystkie kocóry, jakie miałam w dzieciństwie robiły te same dziwne rzeczy. Podskoki z obrotem, skakanie bokiem, tr…