niedziela, 22 maja 2016

Pierwsze spotkanie sześciolatka ze norweską szkołą.

Maj, choć wydawałoby się pachnie zadumą, powolnym rozkręcaniem się życia, u nas pędzi na oślep. Nie zorientowałam się nawet, że już zaraz czerwiec!
Pracuję w norweskiej szkole a tu jest to ostatni miesiąc konkretnej nauki, a zarazem wyczekiwany miesiąc świąt wszelkiego kalibru. My na dodatek mamy przyszłego pierwszoklasistę, który wypełnia kalendarz dodatkowymi atrakcjami.

Jedną z nich są zapisy szkolne.


Samuel w sierpniu kończy sześć lat i zacznie, zgodnie z norweskim systemem edukacji, swoją przygodę ze szkołą. 

Nasz pierwszy dzień szkoły to 15 sierpnia!!! (Moja pierwsza reakcja: JAK WCZEŚNIE!) 
Ale spotkania ze szkołą i świetlicą, tzw. zaprzyjaźnianie, zaczyna się już w kwietniu, zaraz po Wielkanocy.
Z grupą przedszkolną raz w miesiącu odwiedzają szkołę, żeby ją dobrze poznać zanim się w niej pojawią. Samuel dodatkowo twierdzi, że dzieci które mają problemy w nowym otoczeniu muszą zaprzyjaźnić się z nauczycielkami, żeby później było im raźniej i się nie bały. Szesnastoosobowa grupa Samuela spotyka się również na wspólnych wycieczkach z przyszłymi pierwszoklasistami z innych przedszkoli. 

Chciałam przejść dalej, ale wycieczki w polskim rozumieniu, to raczej spacer do teatru czy parku. Tu wycieczka, to całodniowa wyprawa z plecakami, drzewem w nich, do lasu lub gospodarstwa rolnego w pobliskiej wsi.


 W kwietniu mieliśmy wspólny, pierwszy etap zapisów do szkoły. Wygląda to tak, że rodzice przychodzą z dziećmi rano do szkoły. Dzieci siadają w klasie, w której będą miały lekcje, poznają i rozmawiają ze swoją nauczycielką i dyrektorem (tu rektorem). Nie siadają w ławkach a w tzw. kręgu słuchania, choć to tłumaczenie jest beznadziejne :D Później będą w nim siedzieć każdego dnia rano.

Rodzice zostawiają dzieci i idą do innej sali na spotkanie z dyrekcją, zapisują oficjalnie swoje maleństwa, kawa, ciastko i ogólne zapoznawanie się rodziców. Informują czy dzieci dojeżdżają autobusem, mają alergie, pochodzą z rodzin mniejszościowych i życzą sobie dodatkowych zajęć z nauczycielem dwujęzycznym lub dodatkowych zajęć z języka ojczystego. Takim jak ja. 
(Dodatkowe zajęcia z języka polskiego mają tu swoje naprawdę ważne zadania).

Dzieci w tym czasie, bawią się z nauczycielką i asystentami ze świetlicy, poznają ich i zakładają swoją pierwszą książkę z rysunkami. Te rysunki, zwłaszcza twarzy, wkładane są do akt i na koniec szkoły przekazywane są dzieciom. Cudowne prawda?


Tak więc, zapisaliśmy naszego pięciolatka do szkoły w Tanem. Nie mamy alergii i biłam się w piersi co zrobić z tym nauczycielem dwujęzycznym.

Z jednej strony, tu pracuję i mogę mu pomóc w problemach językowych, mogę też to zrobić w domu.
Z drugiej strony, wiem jak to działa. Dzieci, które niedawno przyjechały do Norwegii potrzebują takiej pomocy, żeby czuć się bezpiecznie w nowym miejscu no i oczywiście w poznawaniu języka. Ale takie dzieci jak mój pierworodny, który się tu urodził i który zna język norweski, potoczny oczywiście, bo do fachowego, szkolnego mu daleko, będzie tracił lekcje na zajęcia, które być może nie są mu potrzebne. Ideałem byłaby opcja przerabiana przedmiotów, tych samych tematów co klasa, z dodatkowym, norweskim nauczycielem. Nie wiem tylko czy tak to można.

W każdym bądź razie, zaznaczyłam, że chcę i dwujęzycznego nauczyciela i lekcje z języka polskiego, choć te drugie przysługują mu jeszcze tylko przez rok. (Granica pięciu lat od rozpoczęcia edukacji - wyjaśnię na życzenie).

To Samuel - i jego grafika



Dużo pracy przed nami i naszym synkiem. Między innymi z tego względu Robert, mój mąż, zaczął uczyć się (odpowiednio wcześniej) języka, żebyśmy oboje mogli pomóc mu w lekcjach. 

Ale do norweskiej szkoły zapisany już jest.

A tymczasem, polska szkoła w Sokołach, bo zmieniliśmy adres zameldowania, upomina się o ucznia. Obowiązek zerówki, zaświadczenia że odbywa edukację za granicą, jeden mejl i wszystko w porządku.

PS: Jesteśmy emigrantami o patriotycznym usposobieniu, więc w polonijnej szkole internetowej wypełniamy zadania zerówkowe i Samuel bardzo je lubi.


Tak wyglądały nasze zapisy do szkoły. 

2 komentarze:

  1. O mamo, czuję te emocje! A ja myslalam, ze wybor przedszkola jest trudny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Poczekaj do pierwszej myśli o szkole, brrr :)

    OdpowiedzUsuń