Wyręcz dziecko, niech się od początku uczy jak zrobić coś poprawnie




Dziś święto Polaków i Polonii za Granicą i w związku z tym naszła mnie refleksja.

Opuściłam rodzinne strony trochę ponad dziesięć lat temu. Jakimś cudem udało mi się nie zapomnieć języka ojczystego. Ba! Nawet bez większego trudu przemyciłam go swoim dzieciom w takim stopniu, że posługują się nim całkiem nawet płynnie. Pamiętam drogę do domu, znajomych, ogarniam jeszcze geografię i takie tam niepotrzebne drobiazgi.
Zapomniałam jednak jak to jest "mieć" dzieci w Polsce. Bo ich tam nie miałam. Swoją trójkę urodziłam w Norwegii i bez nadgorliwości (tej dobrej i tej nad-) babć, dziadków, cioć, wujków, sąsiadów, sklepowych, przechodniów i nieznajomych, codziennie próbuję kształtować ich osobowości.

Kręcę się w kółko i próbuję rozkminić system różnic kulturowych

Jedną z tych różnic między Polską a Norwegią, akurat w dziedzinie dzieci jest to, że my "mamy" dzieci. One są nasze, my dla nich a one później dla nas. 
Podczas gdy Oni nie mają swoich dzieci, oni je wychowują najlepiej jak potrafią, też przytulają, pozwalają doświadczać świata, nie negują wyborów, nie mówią co mają robić. Dają możliwości ale nawet nie nadają dzieciom kierunku, one same decydują czy chcą być mistrzem świata czy zmarnować sobie życie (no właśnie, to zmarnowanie sobie życia to jest już nasza opiniotwórczość - fraza napisana z premedytacją).

W tym momencie stoję po tej zagranicznej stronie. Dzieci wychowuje się dla świata, jak zawsze mówiła mi moja mama.

Czasem zastanawiam się jak wychowywałabym dzieci mieszkając w Polsce? Czy nosiłyby w maju czapki i szaliki? Bo wiaterek wieje... Czy posiadałyby w swojej garderobie po 2 kombinezony zimowe, stroje przeciwdeszczowe, mnóstwo wygodnych, niekrępujących ruchów ciuchów?
Czy byłam jaka jestem, mimo wszystko najlepszą mamą dla swoich dzieci?


"Daj, mama"

No niech mnie ktoś uszczypnie. Niech mi ktoś to wyjaśni? Dlaczego tak często słyszę z polskich ust polecenia wyręczające dzieci? I nie chodzi tylko o tych wszystkich mieszkających w Polsce, ale też tych co są w Norwegii, pozbawionych już pradawnych wzorców. Może przede wszystkim to mnie dziwi, że tak mocno mamy to wryte w psychę. Dziś znowu usłyszałam "daj mama" i się nazbierało... 
"Mama zawiąże" "Mama pokarmi" "Ja to zrobię" "Ja cię posadzę, zapnę kurtkę, założę czapkę, wsadzę na rower, za ciebie napiszę, poniosę plecak..." Słabe co? Inaczej to brzmi po norwesku i ja to biorę, kupuję i przemycam. "Spróbuj sam, nie wyszło? To nic, spróbuj jeszcze raz", "nie ważne czy grasz super, ważne żebyś miał z tego frajdę i dał z siebie wszystko". A o samodzielności w Norwegii to już można pisać conajmniej czteroczęściową trylogię.

Żeby nie było, ża ja taka znorweszczała! Widzę po prostu pozytywy w samodzielności dzieci, oczywiście są granice bo ile można czekać, aż dziecko wszystkie szyby w samochodzie poskrobie, kiedy czas goni, a tak bardzo chce samo a ja już taka spóźniona. A na dodatek samochód wysoki bo busa się zachciało...

Może to jest właśnie ten zimny chów, o który ciągle mnie pytają podczas wizyt u cioć i wujków? Że rodzice nie pomagają, że dzieci biedne muszą same w tych przedszkolach ubierać się, jeść "i nikt nie sprawdza???"
Samodzielność od narodzin aż po śmierć, bo jak ja się sama urodziłam, to ja se sama też umrę. Rodziłam trzy razy więc wiem co mówię, dwójka urodziła się sama, ale to temat na oddzielny dłuuuugi monolog :P 
Że niby my - Polacy, nie jesteśmy w stanie zaakceptować tego, że dziecko wychodzi zimą tylko w swetrze bo się uparło i koniec. Tu wychodzi, zmarznie, doświadczy zimna i wraca się ubiera albo dojdzie do celu bo i w wełnie od stóp do głów nic mu nie będzie (kontrola zachowawcza).

Jak zwykle zeszłam z tematu. Tak to jest jak się piszę jeden tekst od maja do listopada! 
Postępu w moim pojmowaniu świata jednak nie ma.

Wniosek jest taki, że opuszczając granice kraju, powinno się opuścić również granice myślenia, powinno się otworzyć na inne warianty, a nóż są lepsze? 

Nie byłabym tym kim jestem, gdybym nie wyjechała do Norwegii. Nie żałuję. Nie odkryłabym w sobie talentów, które zawsze miałam a one nie miały możliwości ujawnienia się. (PS: mam fajnych rodziców, którzy nigdy nie mówili mi co mam robić).

Pozwól dzieciom być kim chcą!


I tu właśnie pojawia się początek końca, albo koniec przed nowym początkiem.

Pozdrawiam 
B.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Trudne decyzje, jak się z nimi uporać

Święto wszystkich czarownic - od słowa do słowa a zacznie się rozmowa hejtowa.